Pół roku temu zainteresowałem się techniką modelowania procesów zwaną Event Stormingiem.

Ten post jest wstępem do szerszego opisu zastosowania tej techniki w mojej firmie. Na efekt muszę poczekać trochę.

Zaczęło się od meetup-a, potem szukanie informacji na temat tej techniki, próby samemu (nie za bardzo udane), próby na wirtualnej tablicy z kolegą (tez nie wszystko tak jak powinno być), warsztaty na 4Developers w Warszawie, kolejne szukanie informacji. Warsztaty w Katowicach, kolejne próby na wirtualnych tablicach.

W końcu doszedłem do miejsca gdzie wydarzyła się okazja zaprezentowania tej techniki u mnie w pracy. Tyle czasu poświęciłem na studiowanie jej niech to w końcu czymś zaowocuje. Trochę praktyki się przyda.

Początek jak zawsze u mnie trochę trudny przez pierwsze osiem dni to była tablica wirtualna i próba okiełznania tematu samemu, koledzy służyli za informacje, efekt był nieciekawy (na tablicy poniżej, chaos).

Opisów karteczek zaprezentować nie mogę ale kto kupował kiedyś w sklepie ten będzie zorientowany.

Podejście do tej formy prezentacji uświadomiło mi pewne braki w wiedzy, miałem przerwę z Event Stormingiem, krótką ale wystarczająco by zapomnieć o podstawach. Efekt tego był widoczny na wirtualnej tablicy. Kolega uświadomił mi, że robię to źle więc trzeba było dokonać zmian. Kolejną przeszkodą był brak wiedzy na temat zasady działania tej aplikacji, bo osoby które to zleciły nie miały dokładnie sprecyzowanego działania systemu, a jedynie „suche” fakty.

W pierwszej kolejności trzeba było procesy stworzyć, według założeń narzuconych, gdy się okazało że  „to się nie zepnie”, wtedy nastąpił czas rzucania pomysłów i weryfikacji ich na bieżąco. W ten sposób po kilku dniach pojawił się efekt w postaci zaproponowanej ścieżki działania aplikacji ale nie na podstawie tablicy wirtualnej. Sam Event Stroming nie przyczynił się do zrozumienia jak przebiegają procesy ale pomógł poprzez dyskusje i zbieranie informacji dojść do właściwej i możliwej ścieżki do implementacji.

Po ośmiu dniach uznałem jednak, że wiedza jaką zgromadziliśmy musi być zaprezentowana na prawdziwej ścianie, czas na wykonanie prawdziwego Event Stormingu. Jak to zawsze by nie do końca się to udało, „byznesu” nie mieliśmy, nowa ściana powstała na podstawie  zgromadzonych dotychczas informacji.

Słowem wstępu.

Moja wiedza na temat tej techniki nie jest jeszcze tak wielka, złapałem się na pewnych krokach których nie potrafię zaprezentować za pomocą ES, agregatów oraz bounded contextu nie chciałem wyznaczać, a jedynie zaprezentować kolegom jak wyglądać mogą procesy w aplikacji opartej o założenia jakie razem wypracowaliśmy.

Myślę, że mam nad czym popracować i doszlifować pewne elementu, nic tak nie pomaga jak praktyka. Samych zdjęć nie starałam się robić wyraźnych gdyż treści zaprezentować nie mogę ale mogę powiedzieć, że jest to model sklepu.

Na ostatnich warsztatach w Katowicach myślałem, że sklep to prosta rzecz, myliłem się wtedy myliłem się i teraz. Oglądając problem z boku nie dostrzegamy szczegółów,  a jest ich naprawdę wiele.

Sam Event Storming pokazuje możliwe ścieżki, zdarzenia, akcje jakie się tam generują, mam nadzieje że będzie to choć trochę pomocne w zrozumieniu działania aplikacji (która nie powstała jeszcze).

Efektem końcowym Event Stormingu jest faktyczne   wygenerowanie aplikacji na podstawie karteczek. Ja tego kroku nie potrafię więc za nie go brać się nie będę, moja wiedza jest nie wystarczająca. W tym wypadku mamy do czynienia z Big Picture i ogólnym opisem procesów.

To co zaprezentowane jest poniżej (w gifie) to tylko wycinek, całości nie udało mi się zrobić jeszcze.

Linki:

  • wirtualna ściana – nie polecam, po kilku dniach zmagań jestem zawiedziony tą ścianą,
  • Miro – niedościgniony ideał, dla mnie najlepszy wybór, jednak w pracy niedostępny (),
  • Krzysztof Owsiany – to jego wystąpienie na meetupie, na którym byłem zapoczątkowało, moje zainteresowanie tym tematem
  • Mariusz Gil – osoby tej przedstawiać nie trzeba, po tym filmie stwierdziłem, że muszę się jeszcze dużo nauczyć o Event Stormingu i daleka droga przede mną, warto słuchać i oglądać